Witajcie! Na tym blogu będę pisać swoją powieść. Rozdziały będę starała się dodawać regularnie i będę starała się pisać ciekawie. Was proszę o to, abyście ocenili mnie, bo jest to dla mnie ważne. Zależy mi na waszej szczerej opinii. Dzisiaj dodaję małe wprowadzenie, nie nazwałabym tego ani prologiem, ani rozdziałem. Po prostu, wprowadzenie do tego co się działo, opisuje to czas i historię mojej bohaterki przedz głównymi wydarzeniami w jej życiu. Miłego czytania, serdecznie pozdrawiam wa3dera!
Ostatnie miesiące były dla mnie niesamowicie ciężkie. Wszystko zaczęło się od coraz częstszych kłótni rodziców, później było już tylko gorzej. Mój stan psychiczny coraz bardziej podupadał i chociaż starałam się być silna, nie dawać się emocjom to walka i tak była nierówna. Noce były dla mnie przerażającą rzeczywistością, cierpiałam na bezsenność. Czasami, kiedy leżałam na łóżku i wsłuchiwałam się w idealną ciszę, byłam w stanie usłyszeć cichy płacz mamy. Zakradała się do łazienki, siadała pod ścianą zwinięta w kłębek i najciszej jak tylko potrafiła płakała. Nie chciała pokazać słabości, ani przy mnie i mojej dziesięcio letniej siostrze, a tym bardziej przy tacie. To nie była jednorazowa sytuacja, to zdarzało się conajmniej dwa, trzy razy w tygodniu. Dzień przed moimi urodzinami, 3 kwietnia, tata przyszedł jakiś przygaszony. Poprosił nas, żebyśmy wszystkie go wysłuchały i zrozumiały. Oznajmił, że ma inną kobietę, którą kocha i z którą chce ułożyć sobie życie na nowo. Te słowa zabrzmiały dla mnie jak wyrok. Dookoła słyszałam tylko jeden wielki szum, nie docierały do mnie już żadne słowa. Czułam ogromny ból w klatce piersiowej. Targały mną emocje. Nie mogłam znieść myśli, że cały czas oszukiwał naszą rodzinę. Dlaczego zrobił mi to dzień przed urodzinami? Dlaczego nie mógł z tym poczekać? Od tego dnia stałam się zupełnie inna, byłam cicha, nie uśmiechałam się, odizolowałam od rówieśników, towarzyszył mi ból zarówno fizyczny jak i psychiczny. Zrezygnowałam ze spotkań w gronie znajomych, przyjaciół. Zostałam sama. Coraz częściej wychodziłam na długie spacery z psem. Nie było mnie godzinami. To była dla mnie jedyna odskocznia od rzeczywistości. Pies nie pyta, pies rozumie. W tym okresie to właśnie Valko stał mi się bliższy niż ktokolwiek.Od tego feralnego dnia nie rozmawiałam z ojcem, wiele razy dzwonił, przepraszał, chciał się spotkać, ale nie chciałam go widzieć. Chciałam o nim zapomnieć. Jedynie mała Cath utrzymywała z nim stały kontakt. Z wielkim trudem dotrwałam do końca roku szkolnego. Mama nie mogła patrzeć jak niszczę sobie życie i postanowiła, że od września będę chodzić do innej, nowej szkoły. Było mi to obojętne. Wakacje spędziłam w domu, jednak większość czasu spędzałam w lesie. Podczas jednego ze spacerów znalazłam tam idealne miejsce dla siebie - w samym środku lasu, była malutka łąka. Przychodziłam tam niemal codziennie, kładłam się na plecach wtulona w puszystego malamuta i patrząc w słońce rozmyślałam nad swoim życiem i jego sensem. Czas tak nieubłagalnie mijał, że nim się spostrzegłam był już wrzesień.