Nadszedł czas na rozdział pierwszy! Miłego czytania, wa3dera
Nadszedł ten długo wyczekiwany moment, za chwilę miała ujrzeć dwadzieścia dziewięć nowych twarzy. Chwilę przed wejściem do klasy zatrzymałam się przed drzwiami, by złapać wielki oddech i nieco uspokoić swoje emocje. Było we mnie sporo obaw. Najbardziej bałam się odrzucenia i tego, że będę musiała siedzieć sama w pierwszej ławce jak jakiś odrzutek. Wchodząc do sali ujrzałam dwadzieścia dziewięć, przyjaźnie nastawionych twarzy. Zdążyłam zauważyć, że jedyne wolne miejsce było w ostatniej ławce środkowego rzędu obok szeroko uśmiechającego się bruneta.
- Na twoje nieszczęście będziesz musiała usiąść obok Matta. - powiedziała żartobliwie nauczycielka.
- Nieszczęście? - zapytałam zdziwiona.
- Zobaczysz. - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
Zmieszana zajęłam puste miejsce.
- Jak już zauważyliście mamy w klasie nową osobę, nazywa się Nathaly Norrington. Miło nam cię poznać, mam nadzieję, że szybko się zadomowisz w naszej klasie. Ja nazywam się Hannah Hitchcock i uczę języka angielskiego oraz hiszpańskiego.
- Czasami jest naprawdę denerwująca, ale drugiej takiej wyrozumiałej kobiety ze świecą szukać. - wyszeptał tajemniczy sąsiad z ławki, jedyna odpowiedź na jaką było mnie stać to skromny uśmiech. - Jestem Matthew, ale zdrobniale mówią mi Matt, a ty... Nathaly.. - zadumał się przez chwilę - Matt i Nath. Ciekawe połączenie. - nie zdążyłam zareagować na te słowa, a z przodu już było słuchać ostrzegawczy ton pani Hitchcock.
- Matt, znowu zaczynasz? - zawołała zdenerwowana. - Proszę cię, nie zmuszaj mnie, żebym musiała cię wywalić z tej klasy, lubię cię, ale wszystko ma swoje granice, naprawdę.
- Przepraszam. - opowiedział skruszony.
- O co chodzi? - zapytałam.
- Porozmawiamy później, dobra? - powiedział to tak cicho, jakby naprawdę dotknęły go słowa nauczycielki.
Chłopak do końca lekcji nie odezwał się słowem, jedynie co jakiś czas spoglądał na mnie i od czasu do czasu się uśmiechnął, albo porozumiewał się na migi z innymi uczniami. Sposptrzegłam się, że jest lubianym uczniem i strasznie przyjacielskim, ale ogromnie ciekawiło mnie dlaczego siedział sam i o co chodziło Hitchcock.
Po wyjściu z klasy czekałam na nowo poznanego chłopaka.
- O, dobrze, że poczekałaś na mnie. Przepraszam cię, że to tak wyszło, ale ona jest na mnie strasznie uczulona. Przejdziemy się kawałek? Opowiem ci.
- Mam za chwilę autobus.
- W takim razie odprowadzę cię na przystanek.
- Będzie mi miło. No więc o co chodzi? Powinnam się bać? - zażartowałam.
- Po prostu, jestem straszną gadułą i nie umiem spokojnie wysiedzieć na miejscu. Ktokolwiek ze mną siedział to zawsze były śmiechy, rozmowy i tym podobne, cały czas nauczyciele się skarżyli na mnie aż w końcu Hitchcock nie wytrzymała i powiedziała, że mam siedzież z tyłu sam. Na całe szczęście doszłaś do naszej klasy ty, ale naprawdę będę się starał zmienić. Nie chciałbym, żebyś już jako nowa miała przeze mnie problemy.
- Jakoś ostatnio nie jestem specjalnie gadułą, więc kłopotów nie powinno być. - powiedziałam to, ale równie dobrze mogłam się ugryźć w język, bo po co miał wiedzieć, że jest ze mną coś nie tak, aż mi się głupio zrobiło.
- Ostatnio? Coś się stało? - zapytał z troską.
- Nie, nic takiego. Tak po prostu, staram się nie wychylać.
Przez chwilę staliśmy na przystanku w totalnym milczeniu. Idealną ciszę przerwał nadjeżdżający autobus.
- Na mnie chyba już czas - wydusiłam z siebie.
- Jasne. Do zobaczenia jutro.
- Cześć.
Kiedy odjeżdżałam zauważyłam, że chłopak wracając do szkoły mierzył się wzrokiem z woźnym. Wydało mi się to conajmniej dziwne.
Po przyjściu do domu przywitał mnie jedynie pies. Wydawało mi się, że nikogo nie ma, ale po wejściu do kuchni czekała mnie niemiła niespodzianka. Przy stole siedział ojciec, wyglądał na przygnębionego.
- Po co tu przyjechałeś? Gdzie jest mama i Cath? - zapytałam poirytowana.
- Mała została potrącona przez samochód. - odpowiedział.
- CO?! - krzyknęłam zszokowana, wydawało się, że wszystko się zaczęło układać, a tu nagle taka wiadomość. - Jak to się stało?!
- Jakiś wariat potrącił ją na przejściu dla pieszych, jest teraz w szpitalu, godzinę temu zaczęła się jej operacja. Trafiła tam w ciężkim stanie. Mama jest z nią.
Przed oczami wszystko zaczęło mi wirować, momentalnie zrobiło mi się słabo. Musiałam się podeprzeć o ścianę, miała wrażenie, że zaraz stracę przytomność.
- Czy... czy ona.. ona przeżyje? - wyszeptałam.
- Jej stan jest ciężki. - odpowiedział ze łzami. - Ta operacja zadecyduje o jej życiu.
Oparta o ścianę zjechałam w dół, zwinęłam się w kulkę i zaczęłam płakać. Obok mnie usiadł ojciec i mocno mnie przytulił, nie odpychałam go od siebie ani nie protestowałam, nie miałam na to siły.
- Będzie dobrze. Zobaczysz. Niedługo znowu będzie z nami. - odezwał się łamiącym głosem.
- Chcę do niej pojechać. Chcę ją zobaczyć. - wyszlochałam.
- Oczywiście. Zaraz tam pojedziemy, ale najpierw zjedz coś, na pewno jesteś głodna.
- Nie chcę jeść. Zmienię tylko to ubranie, daj mi pięć minut.
- Będę czekać w samochodzie. - oznajmił.
Szybko przebrałam się ze stroju galowego w pierwsze lepsze jeansy, trampki i bluzę. Zbiegłam na dół, zamknęłam dom i wsiadłam do auta. Do szpitala jechało się zaledwie dwadzieścia minut, ale dla mnie czas tak się dłużył, że miałam wrażenie, że mija cała wieczność . Po dojeździe na miejsce ojciec zaprowadził mnie do mamy.
- Inez, co z małą? - zapytał pełen troski i zmartwienia.
- Jest już po operacji. Leży na sali, jest w śpiączce. - odpowiedziała zupełnie wycieńczona mama. - Za dwa dni będą ją wybudzać.
- Dwa dni?! Dlaczego tak długo? - krzyknęłam tak głośno, że pielęgniarka zwróciła mi uwagę.
- Uspokój się. To był ciężki wypadek, długo ją operowali. Organizm potrzebuje czasu, żeby się zregenerować. Lekarze są dobrej myśli. - mama wyciszyła tym moje zszargane myśli.
- Gdzie ona jest? - zapytał ojciec.
- Chodźcie, ale póki co nie można wchodzić do jej sali.
Podążaliśmy za mamą. Kiedy zobaczyłam Catherine myślałam, że pęknę z bólu. Wyglądała jak mały aniołek, który śpi. Długie, falowane blond włosy nawet teraz dodawały jej uroku. Była strasznie podobna do mamy, nie tylko dlatego, że te fale i kolor włosów odziedziczyła po niej. Twarz, całą twarzą ją przypominała. Młoda miała strasznie podkrążone oczy, ale nie ma co się dziwić. Było mi jej strasznie szkoda.
Dzięki Bogu pierwszy dzień szkoły wypadał w piątek, więc miałam dwa dni na oswojenie się z tym co się stało i nie musiałam siedzieć kilka godzin w szkole zamartwiając się o Cath. Cierpliwie czekałam do niedzieli, do godziny piętnastej. O tej porze miało się wszystko okazać. Sobotę spędziłam z ojcem. Starał się nadrobić te pięć miesięcy, ale wciąż zachowywałam dystans. Pytał mnie o nową szkołę, znajomych, samopoczucie. W pewnym momencie zdał sobie sprawę, że nasze relacje już nigdy nie będą takie jak kiedyś. Nawet gdybym chciała mu przebaczyć, to i tak nie umiałam. Mimo upływu czasu to wciąż gdzieś we mnie żyło.
Nadeszła niedziela. Wstałam już o szóstej, a godzinę później byłam już przy siostrze. Rodzice rozmawiali na zewnątrz, usłyszałam tylko to, jak mama prosiła tatę, żeby nie robił niczego na siłę, dał mi czas i nie oczekiwał, że zacznę się zachowywać jak gdyby nigdy nic się nie stało. Za to właśnie kochałam mamę najbardziej, to ciepło rodzinne, które w niej było, wyrozumiałość. O godzine czternastej trzydzieści przyszedł lekarz i powiedział, że za chwilę ona będzie już z nami. Siedziałam tam jak na szpilkach i obserwowałam reakcję jej organizmu na wybudzanie. Najpierw drgnęła palcem, później zaczęły się mrużyć jej oczy.
- Nathaly? - odezwała się cichutkim głosikiem.
- Cath! - zawołałam uradowana.
- Mama? Tata? Gdzie ja jestem? - zapytała. - Co ja tutaj robię?
- Jesteś w szpitalu. Już wszystko w porządku, o nic się nie martw. - odpowiedziała jej mama, po czym pocałowała ją w jej różowiutki policzek.
Ogromny kamień spadł mi z serca. Tak bardzo bałam się, że mogę ją stracić. Do wieczora nie odstępowałam jej na krok. Siedziałam przy jej łóżku i rozmawiając z nią starałam odciążyć i siebie i swoją siostrę tym całym stresem. Chciałam odpuścić sobie poniedziałkowy dzień w szkole, ale mama zapewniła, że zostanie z Cath, poprosiła mnie, żebym wróciła do domu.
- Peter, będzie to dla ciebie problem, jeżeli byś został z Nathaly na noc w domu? Nie chciałabym, żeby była sama. - zapytała mama.
- Oczywiście, że nie. Przecież to moja córka.
- Wolałam się upewnić, bo nie wiem co na to twoja kobieta. Nie chciałabym, żeby twoje dzieci stanęły wam na drodze do szczęścia.
- Eva rozumie, że mam obowiązku wobec was.
Pożegnałam się z mamą i poszłam prosto do auta. Całą drogę patrzyłam przed siebie i nie odezwałam się słowem. Ojciec przygotował kolację, kilka razy przymierzał się do tego, żeby zacząć rozmowę, ale za każdym razem coś go powstrzymywało.
- Wybaczysz mi kiedyś? - wydusił.
- A ty byś wybaczył takie coś? - odpowiedziałam mu nieprzyjaznym tonem.
- Przepraszam cię, nie chciałem nikogo skrzywdzić. - mówił takim tonem, jakby od tego zależało jego życie.
- Myślałeś wtedy o nas? No powiedz szczerze. Zawsze wtedy, kiedy kłóciłeś się z mamą, bo już nawet nie mówiąc o tym, kiedy ją zdradzałeś. Myślałeś o nas?
- To nie jest tak...
- A jak? Myślałeś tylko o sobie. Jesteś egoistą. Po co była ci rodzina, skoro tak szybko o niej zapomniałeś?
- Nathaly... Nie mów tak. Naprawdę chcę żebyś mi kiedyś wybaczyła. Kocham cię córeczko. - ostatni powiedział do mnie "córeczko" ponad rok temu, bo później starałam się unikać rozmowy z nim, wtedy powoli zaczynały się kłótnie z mamą.
- Nie mów tak do mnie.
- Nath..
- Przepraszam, ale jutro mam szkołę i chciałabym się wyspać, a jest już późno. - przerwałam mu i wyrwałam na górę.
Zaszyłam się w swoim pokoju pogrążona myślami o tym co nam zrobił. Wiem, że był moim ojcem i powinnam mieć do niego szacunek, ale z momentem, kiedy odszedł stał się dla mnie zerem. Nie wiem, czy kiedykolwiek on zdoła odbudować to co było między nami. Mimo wszystko chyba nadal go kocham.
Położyłam się na łóżku, obok mnie leżał Valko. Wtulona w psa starałam się zasnąć, ale wydarzenia ostatnich dni i rozmowa przy kolacji stanowczo mi na to nie pozwalały. Po około dwóch godzinach odpłynęłam ze zmęczenia i w końcu udało mi się zasnąć.
Hej :) Koleżanka mi tobie wspomniała ;] chyba z 6obcy... mniejsza o to :) pomóc ci w czymyś ? np z szablonem ? :) Jak coś to pisz pod komentarzem ^^
OdpowiedzUsuńA i prolog jest świetny :) Pierwszego rozdziału jezcze nie czytałam.
Dziękuję, bardzo mi miło! :) Pomóc mi z pewnością znaleźć osoby, którym by się chciało czytać to co napisałam no i oczywiście obiektywnie to ocenić :P co do szablonu to owszem, przyda mi się pomoc, bo jakoś nie mam pomysłu co mam zrobić z wyglądem bloga :D
OdpowiedzUsuńNapisz :) 25073074 jestem ciągle nawet jak mnie nie ma ;)
OdpowiedzUsuńNie mam gg, ale najwyżej założę:P teraz mnie nie ma za bardzo, najszybciej się odezwę jakoś w sobotę.
OdpowiedzUsuńok :)
OdpowiedzUsuńKilka błędów da się wyłapać, ale są prawie niezauważalne. :) Piszesz ciekawie, z chęcią przeczytam następne rozdziały. Mam nadzieję, że pisanie Ci się nie znudziło, zważając na to, ze ostatnia notka była miesiąc temu. :P
OdpowiedzUsuńHejj ;*
OdpowiedzUsuńZapraszam na nn na
arise-from-ash.blogspot.com
Pozdrawiam, całuję i życzę weny :*
alicecullen1920